RSS
 

Wielki dzien Rysia

27 mar

Ile emocji moze jednego dnia przezyc (bez uszczerbku na zdrowiu;)) dziesiecioletni chlopiec? A ile jego mama – to chyba nawet lepsze pytanie!! Z naszego doswiadczenie wynika, ze calkiem sporo :))

Ostatni wtorek byl chyba najbardziej emocjonujacym dniem w dotychczasowym zyciu Rysia. Nie wspominajac o reszcie rodziny ;) Jakos tak wszystko zbieglo sie w czasie I dwa wielkie wydarzenia spotkaly sie tego samego dnia. Juz od poczatku roku bylo wiadomo, ze 25 marca odbedzie sie przedstawienie mlodziezowej grupy teatralnej, do ktorej Rysiek nalezy. Przedstawienie przygotowywane od kilku miesiecy, w prawdziwym teatrze. Bardzo powazna sprawa :) Potem, kilka tygodni temu, dowiedzielismy sie, ze dokladnie tego samego dnia (ale na szczescie o innej godzinie!) Rysiek zdawac bedzie swoj pierwszy w zyciu powazny egzamin – praktyczny egzamin pierwszego stopnia z pianina!

Logistyka Wielkiego dnia zostala rozpracowana duzo wczesniej, szkola zawiadomiona o perturbacjach, urlopy z pracy wziete, obiady na zapas ugotowane i…nadszedl WTOREK! :) Jakby zaplanowanych atrakcji bylo malo, przed poludniem, jeszcze w szkole, wylecial Ryskowi zab. Na egzamin pojechal wiec lekko szczerbaty :)

Sam egzamin minal…piorunem :) Trwal dokladnie 12 minut, tak jak napisano w informatorze. Dluzej trwalo czekanie na wejscie do sali egzaminacyjnej! W poczekalni Rysiek zachowal stoicki spokoj – w przeciwienstwie do zdenerwowanych rodzicow i siostry (towarzyszylismy Ryskowi w pelnym skladzie, oczywiscie ;)). Juz po wszystkim, zapytany jak mu poszlo odpowiedzial, ze dobrze i ze najfajniejszy z calego egzaminu, byl mis w koszulce Towarzystwa Muzycznego, siedzacy przy egzaminatorze :) A potem migiem wrocilismy do domu, w locie polknelismy obiad, Rysiek piorunem zmienil stroj galowy na stroj boksera i pobiegl na probe generalna. Wieczorem cala rodzina przenieslismy sie do teatru. Rysiek byl doskonaly w roli francuskojezycznego oficera, nastepnie boksera i tylko odrobine sie zapomnial w scenie, kiedy wszyscy ‚graja’, ze czytaja ksiazki w bibliotece. Po prostu…zaczytal sie naprawde i zapomnial o kolejnej scenie :))))

Wieczorem gromadnie padlismy ze zmeczenia.

A teraz…byle do pierwszego tygodnia kwietnia, kiedy to powinny do nas dotrzec wyniki egzaminu…Trzymajcie kciuki :))



 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Reaktywacja urodzinowa

13 mar

Po dlugim snie zimowym i miesiacach ciszy w eterze przyszedl czas na reaktywacje Pomponiady :) Tym bardziej, ze jest po temu wazny powod. Trudno mi uwierzyc, ale to niestety fakt, ze w zeszla sobote moja ‚malenka’ Zuzia skonczyla siedem lat! Ostatni weekend minal wiec nam najpierw na wielu przygotowaniach a nastepnie na dwudniowym wesolym imprezowaniu.

O imprezie dla kolezanek (bo w tym wieku to zaprasza sie na urodziny same dziewczynki ;)) Zuzia myslala dlugie tygodnie. Pojawilo sie wiele wersji i pomyslow, jak na przyklad urodziny na lodowisku (!!) ale w koncu zwyciezyla opcja domowa. I zapadla decyzja, ze organizujemy impreze artystyczna pod haslem malowania koszulek. No i fajnie, chociaz przez moment mialam czarne wizje naszego pokoju dziennego wymalowanego od podlogi, przez dywan az do scian, wszystkimi kolorami teczy… Nic takiego sie na szczescie nie stalo i jedyna rzecza, ktora (bezpowrotnie zapewne) zmienila kolor byl bialy sweterek Zuzi, ktory nosila w dzien swoich urodzin :) Dziewczynki wyzyly sie artystycznie i powstaly naprawde ladne, oryginalne koszulki. Prawie wszystkie gloszace milosc do zespolu One Direction!!! O zgrozo…Z dwoma wyjatkami: Zuzia namalowala kota a Lucy buty do tanca ;)

Nasze wlasnorecznie upieczone i udekorowane ‚artystyczne’ babeczki ;))

Powstaja prawdziwe dziela…

A efekt koncowy – zachwycajacy!

I na tym etapie zakonczylo sie moje robienie zdjec. Wiecej fotek z imprezy nie ma! Bo po skonczeniu malowania dziewczynki przeniosly sie do zastawionego stolu, gdzie (przyznac musze po cichu) impreza odrobine wymknela sie spod kontroli… Zaczelo sie od radosnego trabienia na urodzinowych gwizdkach a zakonczylo na…konkursie piszczenia. Kto na wlasne uszy nie slyszal osmiu siedmiolatek, wrzeszczacych rownoczesnie, nie wie jaka to ilosc decybeli! Nie pomogly slabo slyszalne interwencje Rysia ani zaimprowizowana wizyta policji w naszym domu :D Poskutkowal dopiero srodek ostateczny – szantaz: albo zapanuje cisza albo nie bedzies slodkosci :)))

Ogolnie bylo ciut glosno i bardzo wesolo a dwie godziny zlecialy jak z bicza trzasnal :)

W niedziele mielismy powtorke z rozrywki w postaci imprezy rodzinnej oraz moj egzamin w roli cukiernika – corka zazyczyla sobie bowiem prawdziwego, domowego, trzypietrowego tortu z truskawkami!! Coz bylo zrobic…solenizantce sie nie odmawia :) A teraz, kiedy juz poczynilam pierwsze koty za ploty, pierwszego w zyciu biszkopta i torta (od ktorego nikt sie nie rozchorowal), to swiat ciast stoi przede mna otworem…:)

Co prawda nie wyszedl dokladnie trzypietrowy, ale za to bardzo smaczny (biszkopt przelozony bita smietana i truskawkami)

Od urodzin Zuzi zmienila sie tez podoga. Czuc wiosne! :) O czym najlepiej swiadczy fakt, ze w poniedzialkowy poranek Zuzia jadla sniadanie w okularach przeciwslonecznych ;)))

Pozdrawiamy wszystkich odwiedzajacych slonecznie!!!

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Impreza urodzinowa, bardzo naukowa :)

29 gru

Moje starsze dziecko osiagnelo wlasnie wiek, ktory wyraza sie liczba dwucyfrowa :) Wciaz nie chce mi sie wierzyc, ze jestem mama dziesieciolatka! Nie jestem na to przygotowana…I jedynie fakt, ze w Wielkiej Brytanii nastolatkiem zaczyna sie byc ‚oficjalnie’ od trzynastego roku zycia, odrobinke podnosi mnie na duchu :)

Jakis czas przed Rysiowymi urodzinami zaczelismy sie zastanawiac nad tegoroczna impreza. Solenizant zapragnal aby odbyla sie w miejscowym centrum nauki. Sprawdzilam ceny i…zlapalam sie za glowe!! Suma na jedno dziecko astronomiczna i to tylko za pol godziny warsztatow naukowych. I wtedy nagle nas oswiecilo: sami zrobimy urodzinowa impreze naukowa!!! Lepsza, bardziej kolorowa, wybuchowa i z wieksza iloscia eksperymentow! :)

Co tez uczynilismy :) Dom przetrwal, ofiar w ludziach nie bylo i jedynie nasza podloga musiala przetrzymac atak mrozonych malin, oleju, wody i wszystkich mozliwych barwnikow spozywczych! Ucieche mieli i duzi i mali, chociaz przyznac musze, ze sprawic, aby gromada dziesieciolatkow pozostala skupiona nad czyms dluzej niz pol godziny, to nie lada wyczyn ;))) Z przygotowanych przez nas dziesieciu eksperymentow zdazylismy zrobic siedem i to jeszcze z dosc duza obsuwa, bo lampy lava konczylismy kiedy rodzice mlodocianych naukowcow juz zaczeli sie schodzic do nas do domu :)

A kilka dni po imprezie, spotkana przez nas mama jednego z gosci oswiadczyla:

‚Jack od niedzieli o niczym innym nie mowi, tylko o imprezie urodzinowej Rysia! I wiecie, co on powiedzial?? Ze chce zostac naukowcem!!!’

:D

Sto lat!!

Czy to magia czy nauka?? Jaka sila wciaga jajko do butelki??

Nasza niesmiertelna izolacja DNA z malin sprawdzila sie i tutaj :)

Towarzystwo sie rozkreca!

Nasze pieknie rozdzielone (za pomoca chromatografii) barwniki z pisakow Sharpie

Lampa lava!

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

A jak adwentowy kalendarz

08 gru

Od kilku lat mamy swiateczna tradycje wyrabiania wlasnych kalendarzy adwentowych. Probowalam sie zastanawiac od ilu i … chyba od czasu, kiedy Rysiu skonczyl trzy lata, a wiec byl na tyle duzy, zeby w malych raczkach utrzymac nozyczki i klej ;) Zazwyczaj jeden kalendarz funkcjonuje u nas przez 2-3 sezony, odswiezany i pakowany na nowo przed rozpoczeciem Adwentu. Poniewaz dzieci rosna nieublaganie, pomyslalam, ze przyszedl w tym roku czas na cos odrobine bardziej skomplikowanego niz dotychczas :) Kalendarz typu las choinek!

Jak myslicie, ile czasu zajelo nam zrobienie i udekorowanie dwudziestu czterech drzewek? ;)) Zaledwie pol dnia! Przyznaje, ze po poczatkowym entuzjazmie przyszlo zniechecenie i skonczylo sie na tym, ze ciemna noca konczylam drzewka ;) Ale efekt…sami ocencie:

I radosc jest wielka, szczegolnie przy codziennym otwieraniu klapki zamykajacej choinkowy stozek. A mowiac o tym, co jest wewnatrz drzewek…oprocz nowej formy nasz kalendarz ma w tym roku takze nowe wnetrze :) Bardzo spodobal mi sie pomysl kalendarza adwentowego pelnego pomyslow na najrozniejsze rodzinne zajecia, ktory wypatrzylam w sieci. Spodobal sie na tyle, ze postanowilam zastapic mniej wiecej jedna trzecia slodyczy karteczkami z wypisanymi propozycjami na robienie wspolnie roznych fajnych rzeczy. Bo czyz nie o to tez chodzi w tym przedswiatecznym, z lekka szalonym czasie? Zeby posrod przygotowan, zakupow i kuchennego rajdu, znalezc moment dla swoich najblizszych… :)

Przyznaje, ze bylam bardzo ciekawa jak Rysiu i Zuzia zareaguja na nowe znalezisko w kalendarzu. W poniedzialek Zuzia wyjela z choinki numer dwa rulonik papieru i bardzo zdziwiona przeczytala: ‚Dzisiaj urzadzimy sobie koledowy recital na pianinie’. Po czym…obrazila sie!!! Poczulam smak kleski….;) Reszta rodziny zasiadla z werwa do pianina, ale corka (uparta mala materialistka :))) tylko zatykala uszy. I naburmuszona pozostala do konca dnia… Potem w ciagu tygodnia w choinkach ukryte byly jedynie slodycze, wiec Zuza byla w siodmym niebie. Jednak ja postanowilam nie dawac za wygrana ;)

Piatkowe znalezisko kalendarzowe spotkalo sie juz z masowym entuzjazmem :) Filmowy wieczor bajek swiatecznych okraszony domowym popkornem nawet Zuzie zachwycil. A przed nami jeszcze kilka calkiem milych niespodzianek: pod numerem osiem kryje sie budowanie zimowej sceny z domowej ciastoliny i sztucznego sniegu, potem w planach jest przygotowanie domu z piernika, szablonow do bozonarodzeniowej dekoracji okien i … swiateczne porzadki w dzieciecym  pokoju!!!!!! Juz wyobrazam sobie mine Zuzi :))

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Z wielka pompa i parada…

06 gru

…z zamieszaniem, ktore pochlonelo pol naszej zaspanej wioski, przy dzwiekach szkockich dud i bebnow, nasza nowiutenka szkola podstawowa zostala oficjalnie otwarta! I nic to, ze naokolo nowego budynku wciaz jest jeszcze plac budowy, na cale szczescie zabezpieczony i odgrodzony wysokim plotem. Jest fantastycznie :)

Sama uroczystosc otwarcia przebiegla nieco chaotycznie :) Tlum podekscytowanych dzieci, nauczycieli i rodzicow zablokowal jedna z glownych ulic naszego miasteczka na okolo dwadziescia minut! Przesuwalismy sie jakos tak wolno z kosciola, gdzie rozpoczela sie parada, do bramy nowej szkoly, gdzie nastapic mialo symboliczne przeciecie wstegi przez najstarszego ucznia i najmlodsza uczennice. Caly tlum nie byl w stanie zmiescic sie przed brama, wiec wszyscy staneli sobie beztrosko na ulicy, unieruchamiajac tym samym kilka samochodow osobowych i jeden autobus miejski :) Jednak w naszym miasteczku nie takie rzeczy sie dzialy!!! Szkoccy kierowcy przyzwyczajeni sa chyba do wszystkiego plus maja anielska cierpliwosc, bo nie zabrzmial nawet ani jeden klakson…:)

Potem, gdzies w oddali dojrzelismy fruwajace konce przecietej wstegi…I tlum ruszyl do srodka! Niestety, rodzicow czekala niezbyt mila niespodzianka: zostalismy poinformowani, ze mozemy jedynie odprowadzic dzieciaki do drzwi, natomiast do szkoly mamy na razie…wstep wzbroniony! Oficjalnie szkola otworzy swoje drzwi dla rodzicow i znajomych w czasie otwartego popoludnia w najblizszy piatek :)

Ze sprawozdan zachwyconych Rysia i Zuzi wiemy juz co nieco: ze w klasach nie ma drzwi (w co uwierzyc nie moglam, dopoki nie zajrzalam ukradkiem do wnetrza szkoly przez oszklone sciany, ktore sa w kazdej klasie!), sa za to dywany i ogrzewanie podlogowe, wiec obowiazuje noszenie w szkole kapci! Kazda klasa ma swoj motyw kolorystyczny, nowiutenkie meble i wbudowane w sciany interaktywne tablice. Jest wielka sala gimnastyczna, biblioteka i…swiatla na sensory (co wedlug Rysia jest najbardziej odlotowa rzecza w nowej szkole ;)))) Caly budynek jest tak ogromny w porownaniu z poprzednim, ze dzieci z najmlodszych klas sie w nim gubia ;))) Tak wiec Zuzia i Rysiu, ktorzy i tak zawsze lubili szkole, teraz nie moga juz po prostu bez niej zyc!!!!

A mi (na razie;) nie podoba sie jedynie dzwonek szkolny, ktory brzmi jak syrena okretowa ;)))

Drugoklasisci maszeruja do nowej szkoly zwarta kolumna…

…czego nie da sie powiedziec o szostoklasistach :))

Nareszcie sa chyba wszyscy :)

I na zakonczenie moj nielegalny pstryk przez szybe ;))

Ciag dalszy relacji szkolnej – po piatku!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii